środa, 19 lipca 2017

Kubuś Puchatek. Winnie l'ourson.


Bonjour! 

Pomiędzy przygotowaniami weselnymi 
ozdobiłam dwie skrzynki dla dziewczynek.
Tola i Pola to bliźniaczki, 
a o pudełka poprosiła mnie ich babcia. 

Najtrudniejszy był wybór motywów gdyż nie mogło być kolorowo. 
 Ascetyzm i prostota, najlepiej w tonacji biało-szarej.

 Do głowy przyszedł mi Kubuś Puchatek
 z biało-czarnymi ilustracjami Ernesta Howarda Sheparda.
Wydrukowane grafiki, przetransferowałam, 
napisy również. 
Troszkę domalowałam: 
deszcz, kawałek płotu i tło.   
No i na własną odpowiedzialność wprowadziłam
 blady, bardzo delikatny róż oraz przecierki. 
Również kilka kropeczek. :) 
Całość polakierowałam matem.

Skrzyneczki się spodobały.
Jako uzupełnienie prezentu dziadkowie dodali  
książki o przygodach Kubusia Puchatka. 

Zdjęcia, jak widać po kwitnących rododendronach, 
robione jeszcze wiosną,
więc i kawałek ogrodu się załapał  do sesji foto. :)

 Zapraszam do oglądania. :)












**********************************

Pozdrawiam serdecznie,
 bardzo upalnie i deszczowo.
 Marta

sobota, 8 lipca 2017

Wianki. Couronnes.



Bonjour!


W czerwcu mieliśmy wielką uroczystość rodzinną, 
ślub syna. 
Na przyjęcie weselne 
młodzi wybrali salę całą w drewnie, 
w tzw. stylu góralskim.
 Zdecydowałam, że podejmę się zrobienia dekoracji. 
  
Z koleżanką plastyczką wymyśliłyśmy 
wianki
 uplecione z kwiatów wiosennych,
bo to i wiosna, i czerwiec, i noc świętojańska.  :)
Nadto taka kolorowa dekoracja rozweseli nijakie, drewniane wnętrze . 

Materiałem roboczym stała się kolorowa krepa włoska.
 Za bazę posłużyły pędy dzikiego bzu,
 który i tak musiałam przyciąć na wiosnę. 

Niestety nie miałam pojęcia od czego zacząć.
Nigdy nie zrobiłam żadnego kwiatka z papieru, 
jedynie z czym miałam do czynienia
 to z kwiatkami na serwetkach do techniki decoupage. :)))

 Jakie kształty i wielkości płatków wycinać,
 jak formować maki, piwonie, margerytki...  
nauczyłam się spędzając godziny na  YT...  
Początki nie były łatwe,
 ale gdy się człowiek uprze, 
a tym bardziej jeżeli musi,
 to wszystkiemu da radę.  :) 

Do roboty zabrałam się w styczniu,
 a pod koniec kwietnia 
miałam kilka pudeł wszelakiego kwiecia. 

W poprzednim poście pokazałam część "surowca", 
a teraz dość dłuuuga fotorelacja dalszego ciągu.

Siano w roli głównej. :) Świeżuteńkie! 
 A jak pachniało!!!










Największy wianek zawisł w centralnym punkcie sali "balowej".
 By nie był wielkim obciążeniem dla żyrandola
 za bazę posłużyło hula-hop. :)













Ten, nad stołem młodej pary





u stóp którego stanął snop siana.





Pozostałe wianki, 
a było ich ponad 30,
 dekorowały inne zakątki sali weselnej.

























 Jeden z nich 
przypięty obok starej ramy okiennej
 witał gości.
Tę ramę 
 kiedyś, kiedyś,
 cudem uratowałam z dłoni mężowskich
 przed cyrkularką,
 Wówczas nie znałam jeszcze jej przeznaczenia.  





 Porządnie ją wyczyściłam, pomalowałam,  
a wnętrze, 
wykorzystując motyw kwiatów z zaproszenia ślubnego,  
  wykonała  Gosia  (dziękuję!!!) .  



************************************


W kolejnym poście pokażę
 co jeszcze przygotowałam na wesele syna.

Pozdrawiam serdecznie
 i  równie serdecznie dziękuję
 za każde sympatyczne słowo.
 Marta