niedziela, 23 czerwca 2013

Osłonki, meble i ogród czerwcowy


Bonjour a tous!

    Oj dzieje się u mnie, dzieje... Bloga zaniedbałam, czasu nie mam bo to i koniec roku szkolnego ( jam ciało pedagogiczne :)), i ogród się swego domaga, i przetwory się zaczęły!
 W każdym razie zdjęcia robię na bieżąco, szczególnie zielonościom  i mam ich tak dużo, że nie wiem, które wstawić by nie zanudzić oglądaniem. Poza tym takie fotki "ogrodowe" z dnia na dzień się dezaktualizują. To co się dzisiaj pięknie prezentuje za kilka dni traci na urodzie.

 Ale po kolei...
 Miałam pewne, bardzo miłe zresztą, zobowiązanie. W ramach wymianki koleżeńskiej dla Eli  zrobiłam drugą do kompletu osłonkę.
Ta pierwsza...





i ta teraz zrobiona.





    Kilka dni zajęło mi odnawianie mebli ogrodowych. Zamierzałam dać im całkiem inną szatę lecz  ze względu na gabaryty, po wielu przemyśleniach doszliśmy z mężem do wniosku, że radykalnym zmianom ich jeszcze nie poddamy. Zostało więc na zapuszczeniu drewnochronem  i polakierowaniu lakierem jachtowym.

Tak więc zajęłam się trzema (sic!) ławkami  i stołem spod altanki. Mąż nalegał by jakiś element decou jednak wprowadzić. Oczywiście padło na stół, bo najłatwiej, hihi... Myślałam, myślałam... przymierzałam różne papiery, serwetki... i nic nie pasowało, a właściwie nie chciałam się napracować , a tym bardziej przedobrzyć. No i poszłam na łatwiznę.
 Decoupage jest tylko na jednej , tej środkowej deseczce. Może gdybym miała tych serwetek więcej zrobiłabym nimi całe obrzeże stołu. Tak więc dużo się na nim nie dzieje.
    Ale... żeby działo się więcej dorobiłam chustecznik do kompletu.
 Oklejanka po całości, bejca, troszkę patyny brązowej i koronka wokół. Koronka stylonowa z czasów jeszcze gierkowskich. Po przyklejeniu bardzo ładnie wyglądała, gdyż zieleń bejcy fajnie przez ten stylon przenikała. Ale... jednym ruchem, a właściwie pociągnięciem pędzla zepsułam. Nałożyłam lakier jachtowy, dla zabezpieczenia przed wilgocią. I z koronki zrobiło się takie coś paskudne,  nieregularnie nasiąknięte owym i zażółcone. Pomalowałam więc ją jasnym akrylem, potem lakierem wodnym i popaćkałam patyną. No i jest jak jest.

 Reasumując... a propos lakieru jachtowego Domaluxa. Śmierdzi, ale gdy się pracuje na zewnątrz można wytrzymać. Fajnie się rozprowadza, dość szybko schnie, zabezpiecza przed deszczem bardzo dobrze ( jedna z ławek stoi głęboko w ogrodzie).
 Jedyną wadą jest POŁYSK! Spójrzcie jak mi się stół i chustecznik błyszczą!!! Mam nadzieję, że warunki atmosferyczne i częste przecieranie  wilgotną ściereczką kiedyś, kiedyś doprowadzą do zmatowienia.

wtorek, 11 czerwca 2013

Truskawki, hosty i kot


Bonjour a tous!

    Sezon truskawkowy trwa. Wkrótce dojrzeją porzeczki, będziemy zbierać jagody.
I taki owocowy koszyczek-łubiankę sobie zrobiłam.
    Wyjątkowo szybko uwinęłam się z pracą nad nim.  W przeciągu 2 dni łubianka była skończona. Szlifowania wiele tu nie ma. Surówka delikatna, bałam się, że się rozleci przy zbyt mocnym tarciu.
Koszyczek dwukrotnie pomalowałam farbą ecru. Nie zależało mi specjalnie by kolor był wyrazisty i jednolity. Przykleiłam motywy serwetkowe, polakierowałam i szybciutko wycieniowałam. Lakierowałam najpierw Vidaronem akrylowym, później Fluggerem 20.